Dzień -94 · 7 czerwca 2026

Przebiegnięcie tysiąca maratonów zaczyna się od pierwszego — kliknięcia.

Dzień −95

Przebiegnięcie tysiąca maratonów zaczyna się od pierwszego — kliknięcia.

Witam Was serdecznie. Zapraszam do miejsca, w którym poznacie cały projekt od dnia jego narodzin. Możecie wejść na pokład i stać się współpasażerami tego niezwykłego wyzwania.

Tutaj nie chodzi tylko o bieganie. O bieganie chodzi być może najmniej :) No… a jednak trudno pominąć ten aspekt, że każdego dnia przyjdzie mi postawić sporo kroków, pokonać biegiem 42,195 km. Więc będzie o sporcie, o diecie, regeneracji, psychologii. Będzie o mnie — jak sobie z tym radzę — i o moich bliskich — jak oni to znoszą. Będzie piekielne słońce, ulewny deszcz, skostniałe od mrozu palce. Będą dni radosne i smutne.

Trzy lata — w życiu wydarzy się wiele.

Chciałbym, aby ta opowieść — złożona z setek wpisów — oddała w pełni ducha tego, co przeżyję, i wciągnęła Was do środka.

Wszystko zaczyna się w głowie. Już rok czy dwa lata temu zadomowił się taki mały chochlik w moich myślach. 1000 maratonów w 1000 dni.

Nie do końca wiem, jak powstają idee. Najpierw są mikrofragmenty, szybkie migawki. Elementy z różnych tematów zaczynają się dopasowywać, umysł znajduje wspólny mianownik i nagle stoisz pośrodku ulicy — albo, jak u mnie, jedziesz całą noc autostradą — i mówisz swoje: eureka.

Ale pomysł nie jest prawdziwym krokiem. Nie mamy pojęcia, ile wspaniałych, przełomowych pomysłów zrodziło się w ludzkich głowach i tam też pozostało — umarło i nigdy nie przekroczyło bariery do świata rzeczywistego.

Jechałem autem. Do Polski i za dwa dni z powrotem. Łącznie 20 godzin samotnej podróży. Wszystko wskakiwało na swoje miejsce. Pomysły sypały się ze mnie jeden za drugim. Gdy wróciłem do domu, przespałem noc, a rano zawiozłem syna do szkoły. Następnie wszedłem po swoich aluminiowych schodach na strych i otworzyłem arkusz kalkulacyjny. Pusty dokument. Nowy. Nazwa: „1000". A po chwili na pulpicie powstał folder o tej samej nazwie, w nim podfoldery. Arkusze, Media, Sponsorzy, Umowy, Faktury, Kosztorysy, Kalendarz, Pomysły, Strona WWW, Zdjęcia, Filmy, Rolki, Posty…

Dla mnie takie projekty to gigantyczna machineria. Tysiące pytań do rozstrzygnięcia:

Ile to kosztuje, jak finansować, jak promować, jak utrzymać ciekawość, jakie firmy, jakie media, które rynki, jaki rodzaj działalności, jaki cel charytatywny, kolorystyka, motto, przepływ gotówki, jak optymalizować podatki, strona internetowa, na ile języków, jak się regenerować, co jeść, jak…

Zanim powstanie pierwszy post promujący wyzwanie, każde z tych pytań musi mieć swoją odpowiedź. A kiedy w końcu ją ma, zostaje ostatnie: przygotować infrastrukturę. Odpowiednią stronę WWW, odpowiednie miejsca na FB, IG, TikToku, YT itd., gdzie projekt będzie istniał. Przygotować kanały komunikacji. Podpisać pierwszego kotwiczącego sponsora. Porozumieć się z fundacjami.

Ostatnie dwa tygodnie życia byłem totalnie zatopiony w HTML, CSS i JavaScript.

To w ogóle zabawna historia. Był rok 2013 albo 2014. Pracowałem na szklarni. I postanowiłem, że wykorzystam moje najlepsze zdolności do zmiany życia, pracy i zarobków. Postanowiłem, że zostanę — programistą. Uczyłem się w każdej wolnej chwili: języków programowania, budowania stron, baz danych — wszystko po to, aby stworzyć własną aplikację biznesową i pracować jako programista freelancer.

Minęło kilka lat nauki i naprawdę świetnie sobie radziłem. Aż w moim życiu pojawił się triathlon, który ostatecznie je zdominował, zmienił je — a wraz z nim pracę i zarobki. A programowanie? Wszystkie książki ustępowały na półkach miejsca tym o fizjologii człowieka, anatomii, fizjoterapii, dietetyce, bieganiu, kolarstwie, pływaniu… Aż pewnego dnia, przy sprzątaniu, wyrzuciłem je wszystkie.

A teraz, kiedy zaczynam nowe projekty, zaczynam od stworzenia strony internetowej, sklepu, paneli automatyzacji pomagających tym wszystkim zarządzać — i całymi dniami, na każdym treningu, w mojej głowie płyną pętle logiczne. Doczekaliśmy czasów, w których to wszystko stało się znacznie dostępniejsze, i nawet moja zardzewiała wiedza o programowaniu — ze wsparciem AI — pomogła mi sobie z tym poradzić.

Wszystko puszczone w obieg. Wszystko przygotowane. Tysiąc dni rozpisane w szczegółach.

„Dzień 286.

Poniedziałek, 21 czerwca 2027. Sevenum, Holandia.

Dodatkowe dane:

najdłuższy dzień roku, przesilenie, dzień trwa prawie 17 h.

Święto Muzyki — jaki ulubiony utwór zapytać w CTA.

Dzień Żyrafy — ulubiony miś Davida, jak był baby.

Dzień Deskorolki — wyjaśnić wykresy kadencji i tętna jako odcisk palca autentyczności rekordu.

Zmęczony po podróży, prawdopodobnie powrót z PL o 24:00. Rano dziecko do szkoły 6:00–8:30. Maraton zacząć później, około 12:00. Maraton do około 17:00. Maile w trakcie dla podopiecznych. Wieczorem ułożyć plany treningowe.

Treści — blog na WWW (dyktować asystentce w trakcie), relacje (po podróży, kotki, sen, śniadanie, suplementy, sponsor dnia, 4 z biegu, po biegu, dane z Garmina, praca wieczorem, kolacja), post o muzyce w sporcie i na treningach, rolka — bieganie ze słuchawkami…"

Tak to właśnie wygląda. Zostało to najłatwiejsze — pobiec nieco maratonów.

A Wy — rozejrzyjcie się. Spędziłem tu sporo czasu, żeby przygotować nam to miejsce. Jest blog, jest kalendarz z lokalizacjami i szczegółami biegów, wkrótce podepnę dane ze Stravy. Kibice znajdą tu wszystko, czym będę żył przez tysiąc dni; firmy — pakiety sponsorskie i umowy; media — materiały i zdjęcia. Resztę odkryjecie w menu.

Następny wpis będzie o tym, co najważniejsze — o powodach i celach, jakie mi przyświecają.

A jeśli chcecie wiedzieć, dlaczego ktoś w miarę zdrowy na umyśle postanawia przebiec tysiąc maratonów — wróćcie tu za kilka dni. Zapiszcie sobie ten adres, dołączcie tam, gdzie Wam wygodnie. Pierwszy krok macie już za sobą. To było kliknięcie. Resztę zrobimy razem.

SPONSORZY GŁÓWNI
Viann Interior Design — biuro architektury wnętrz.

„Dzisiaj to nie koniec, wytrzymam jeszcze jeden dzień”

← Wszystkie wpisy